poniedziałek, 23 kwiecień 2018 20:22

Erasmus - dzień szósty

Napisane przez

Erasmus Plus - dzień szósty – 21.04.2018

Nic nie może przecież wiecznie trwać. Te słowa mogą być idealnym podsumowaniem ostatniego dnia w Grecji.
W sobotę mogliśmy spędzić jeszcze kilka godzin z naszymi gospodarzami i ich rodzinami.
Niektórzy z nas podziwiali uroki greckiej plaży, szukając muszelek i ciesząc się ciepłą wodą.
Jedna z naszych koleżanek - Julia - miała okazję wystąpić w greckiej telewizji! Inni spędzili ostatnie godziny w centrum Thessalonik, lub ze swoimi rodzinami.
Później szybkie pakowanie i tak około godziny 19 wszyscy zebraliśmy się na lotnisku, aby pożegnać swoje „drugie” rodziny.
Chyba każdy z nas miał w oczach łzy, które starał się powstrzymywać ze wszystkich sił - z różnym skutkiem.
Niestety, kiedyś trzeba było się rozstać. Pomyślnie przeszliśmy przez wszystkie kontrole i po chwili już oglądaliśmy Thessaloniki z góry, z pokładu samolotu.
Wylądowaliśmy w Zurichu, gdzie mieliśmy spędzić aż siedem godzin w oczekiwaniu na kolejny samolot do Warszawy.
Jak się okazało, nie mogło obyć się bez niespodzianek i błędna informacja od biura podróży zmusiła nas do spędzenia czasu przed strefą tranzytową.
Bez bagaży jakoś przetrwaliśmy noc na lotnisku. Niewyspani i zmęczeni w końcu, około godziny 6 mogliśmy udać się na odprawę, aby po raz ostatni przejść przez kontrolę bezpieczeństwa.
I w końcu, już bez żadnych nieoczekiwanych problemów, wyruszyliśmy z Zurichu do Warszawy. A później? Autobusem prosto do Grudziądza.
Chwilkę przed 13 byliśmy już koło McDonald’s, skąd odebrali nas (mamy taką nadzieję) stęsknieni rodzice.
Ten wyjazd był cudowny i jedyny w swoim rodzaju. Zostanie w naszych sercach na zawsze. Z nadzieją, że zobaczymy jeszcze nasze przyszywane rodziny, zaczynamy planować wzajemne odwiedzanie się.

FB
Ale to już było i mamy nadzieję, że jeszcze wróci. W sobotę wieczorem pożegnaliśmy swoich twinów i ich rodziny. Nie obyło się bez wzruszenia i obietnic na ponowne spotkanie.
Ciężko było się rozstać, chociaż pewnie każdy z nas już trochę zaczynał tęsknić za domem. Z bagażem doświadczeń (i tym podręcznym) ruszyliśmy w podróż powrotną, która okazała się nie być pozbawiona niespodzianek.
W wyniku błędnej informacji, spędziliśmy noc na niewygodnych krzesełkach, na szwajcarskim lotnisku. Po siedmiu godzinach czekania w końcu siedzieliśmy na pokładzie samolotu do Warszawy. A stamtąd już prosto do Grudziądza!

Bilans na dzień powrotu prezentuje się następująco;
ok. 3 480 przebytych kilometrów
ok 16 godzin w podróży
8 x niewyspanych osób
0 x zgubionych walizek
1 x kontuzja
2 x przeziębione osoby
1 x niespodziewany towarzysz podróży
1 x noc na lotnisku
8 x szczęśliwych osób po przyjeździe do domu
1 x jeden plakat
i niezliczona ilość przywiezionych do Polski zdjęć.

Mamy nadzieję, że zawiązane tam znajomości to porządne fundamenty dla nowych przyjaźni.
„It's been a long day without you, my friend
And I'll tell you all about it when I see you again”

 

Czytany 1359 razy