No i nasza przygoda dobiegła końca… Sobota, 9 lutego, czyli dzień 7, chociaż w zasadzie wciąż 6. Jak już wiecie, wczoraj mieliśmy zakończyć wspólną kolacją, jednak nowi przyjaciele z Hiszpanii, Włoch i Belgii bardzo nas zaskoczyli. Najpierw, po kolacji, chcieli zostać z nami jak najdłużej- poszliśmy na ostatni, wspólny spacer wokół urokliwej miejscowości – Baza, a następnie, o 4 rano, wszyscy przyszli na miejsce naszej zbiórki, aby się z nami pożegnać! Nie liczyło się dla nich ani to, że nie spali całą noc, ani to, że po całym tygodniu spania po około 3-4 godziny byli bardzo zmęczeni. Byłyśmy bardzo mile zaskoczone. Ze względu na 15 minutowe opóźnienie, mieliśmy mało czasu na pożegnanie, co jednak nie powstrzymało potoku łez. Starałyśmy się przedłużyć ten moment, jak tylko się da, ale niestety, czas nas naglił.

Około 4:30 wyruszyliśmy na lotnisko do Malagi – podróż trwała 3 godziny. Zmęczone po całym tygodniu, wszystkie od razu poszłyśmy spać, a obudziłyśmy się przy przyjeździe na lotnisko. Samolot miałyśmy dopiero o 9:20, a więc czekała nas jeszcze odprawa, która na szczęście przebiegła bez żadnych niespodzianek. Jednak zanim na nią poszłyśmy, wszystkie usiadłyśmy i zjadłyśmy śniadanie- każda z nas dostała torbę z prowiantem na drogę od swoich twin. Z samolotu, którym leciałyśmy najpierw do Paryża (gdzie czekała nas przesiadka), podziwiałyśmy przepiękne widoki Półwyspu Iberyjskiego.

W Paryżu miałyśmy 2 godziny czasu na przesiadkę, udałyśmy się w tym czasie na kawę i ciastko do Starbucksa. Następny samolot, już do Warszawy, miałyśmy około 14:00, niestety okazało się, że jest on opóźniony o godzinę. Podróż ta również, tak jak poprzednio, trwała 2 godziny. Ale dostolicy dotarłyśmy około 17:30. Stamtąd już busem do Grudziądza z jednym przystankiem na obiad w McDonaldzie.

Na miejsce dojechałyśmy z wypełnionymi na maksa walizkami, przepełnionymi pamiątkami i tradycyjnym hiszpańskim jedzeniem około 20:00. Na miejscu czekali nasi stęsknieni bliscy. Zmęczone, dotarłyśmy szczęśliwie na miejsce. Z jednej strony cieszyłyśmy się ze spotkania z najbliższymi, ale z drugiej ciężko było nam opuścić nowych przyjaciół. Teraz z niecierpliwością czekamy już tylko na marzec, w którym tym razem nas odwiedzą Hiszpanie, Włosi i Belgowie.

Całą wymianę wspominamy wspaniale, spędziłyśmy niesamowity czas, wiele się dowiedziałyśmy i nauczyłyśmy, poznałyśmy cudownych ludzi. Jesteśmy bogatsze o doświadczeń i wspomień, które zostaną z nami na zawsze.

Serdecznie pozdrawiamy, tym razem już z Grudziądza!

Martyna Onyskow

P. S. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję spotkać ludzi, którzy na tydzień byli dla mnie jak druga rodzina. Moja twin- Marina oraz jej rodzice Paco i Joaquina, to wspaniali, ciepli i serdeczni ludzie, którzy opiekowali się mną, jak tylko potrafili. Są ze sobą bardzo blisko, bardzo się kochają, a na tydzień i ja stałam się częścią ich wspaniałej rodziny.